To wyjątkowa przyjemność pisać o takiej płycie. Radosna i pozbawiona pretensjonalności, a jednocześnie dowodząca wyjątkowego artyzmu twórcy. Darek Ziółek swoim drugim albumem absolutnie podbił moje serce. W odróżnieniu od pierwszej (gdzie standardy jazzowe wykonywał solo na gitarze basowej) na tej płycie oprócz grania na basie również... śpiewa. I to jak! Rasowe frazy wykonywane scatem, przywodzące dokonania Jona Hendricksa są wyśpiewywane z pasją i radością. Płyta ta jest wyrazem wieloletniej fascynacji Darka be-bopem, i rodzajem hołdu złożonego największym mistrzom: Gillespiemu, Monkowi czy Parkerowi. Jest na tej płycie kilka "sztandarów" (m.in. brawurowy "Pithecanthropus Erectus" Mingusa, "Groovin' High" Gillespiego) oraz trzy utwory autorskie (w tym najlepszy według mnie "ET 42 M") Jeśli uda się komuś z Państwa posłuchać tej płyty i przynajmniej raz się nie uśmiechnąć - stawiam piwo!
(Jerzy Szczerbakow /Radio Jazz/ o "Voice'n'bass")Niepowtarzalny koncert! Darek Ziółek w sposób mistrzowski łączy wirtuozerię wokalną z perfekcyjną grą na gitarze basowej. Połączenie ekspresyjnego scatu i swingującego basu na żywo, bez elektronicznych gadżetów daje rewelacyjny efekt. Polecam!
(po koncercie)Marcin Babko
Jeden z najlepszych basistów jazzowych w naszym kraju mieszka w Dąbrowie Górniczej. Właśnie wydał drugi album solowy. Płyta pokazuje "Voice'n'Bass", że Darek Ziółek również świetnie śpiewa.
Na scenie jazzowej Ziółek znany jest od 1985 roku, gdy zadebiutował w zespole Zbigniewa Namysłowskiego. Teraz grywa m.in. z Ewą Urygą, Jorgosem Skoliasem i Grzegorzem Kapołką. W 2001 r. nagrał pierwszy solowy album "4 Bass". 11 utworów tylko na gitarę basową, nagranych w czasie rzeczywistym, bez dodatkowego zgrywania i elektroniki robiło wielkie wrażenie. Ziółek grał sam, ale wydawało się, że jest tam co najmniej kilka gitar - wszystko dzięki jego znakomitej technice instrumentalnej. Nagrał wtedy m.in. standardy Milesa Davisa, Johna Coltrane'a i Cole Portera.
Na nowej, wydanej w tym roku płycie "Voice'n'Bass", też nie brakuje wielkich nazwisk. Ziółek gra m.in. kompozycje Charlesa Mingusa i Dizzy'ego Gillespie. Ale są tu też trzy jego własne kompozycje. Muzyk przyznaje, że w komponując inspirował się bebopem (styl jazzowy z początku lat 40., który stworzył podwaliny współczesnego jazzu).
- Bebop to uniwersalny język jazzowy, do dzisiaj aktualny. Wciąż inspiruje się nim większość muzyków jazzowych. Tworząc solówki najczęściej opierają się na tym, co kiedyś wymyślili Charlie Parker czy Dizzy Gillespie. Ja chciałem się tą konwencją pobawić. Chciałem pokazać, jak mogłaby brzmieć bebopowa płyta w 21. wieku. Z całym bagażem współczesności: bluesowej, rockowej, jazzowej. - mówi Ziółek. Co ciekawe, basista nie tylko zagrał na tej płycie, ale także... zaśpiewał. I, choć swego czasu napisał kilka tekstów piosenek (śpiewał je Kuba Badach), tym razem zdecydował się na śpiewanie bez słów, dźwiękonaśladowczy scat.
- Jest w Polsce wielu znakomitych wokalistów, ale niewielu w swoje sztuce wykorzystuje scat. To właśnie wokaliści, z którymi współpracuję, jak Ewa Uryga czy Jorgos Skolias, zachęcili mnie żebym nagrał taką płytę. Powiedzieli, że czegoś takiego jeszcze nie było - uśmiecha się skromnie Ziółek. Zaznacza, że nie czuje się wokalistą. - Jestem basistą, który śpiewa scatem - mówi.
W śpiewie Ziółka słychać inspirację Chetem Bakerem, znakomitym trębaczem, który także śpiewał. Basista cieszy się z tego porównania.
- Przekornie powiem, że ten wielki trębacz to jeden z moich ulubionych wokalistów jazzowych. Na koncertach gram zresztą dwa sztandarowej utwory, który kiedyś śpiewał Baker: "How deep is the ocean" i "Just Friends" - opowiada. Choć swoją płytę znów nagrał sam, na promocyjne koncerty zaprosił kolegów. Gra na basie i śpiewa równocześnie, a towarzyszą mu: pianista Paweł Tomaszewski i perkusista Paweł Żejmo.
- Zagraliśmy kilka koncertów, ale muszę się jeszcze w tym odnaleźć. Co innego granie na basie i śpiewania solo, a co innego granie w sekcji rytmicznej. Cały czas szukam - mówi Ziółek.
(Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice)
